OPINIA

W Polsce Nie Ma Deflacji

4 lutego 2015


Franziska Lieselotte Ohnsorge RZECZPOSPOLITA

Kilka międzynarodowych instytucji finansowych, z Bankiem Światowym włącznie, zrewidowało ostatnio w dół prognozy dla światowej gospodarki. Jak to pogodzić ze zdecydowanym spadkiem cen ropy naftowej, który powinien sprzyjać rozwojowi większości państw, oraz coraz szybszym tempem wzrostu USA, największej gospodarki świata?

Literatura sugeruje, że spadek średniej rocznej ceny ropy naftowej 030 proc. powinien podwyższyć tempo wzrostu światowej gospodarki o około 0,5 pkt proc. Uważamy, że to byłby zbyt optymistyczny scenariusz. Po pierwsze, przecena ropy naftowej to w dużej mierze efekt słabego popytu na ten surowiec, czyli odzwierciedlenie spowolnienia światowej gospodarki. Po drugie, dawniej spadek cen paliw oddziaływał na gospodarkę m.in. za sprawą reakcji banków centralnych, które łagodziły politykę pieniężną. Teraz, gdy w wielu krajach stopy procentowe są na rekordowo niskim poziomie, banki centralne nie mogą już wiele zrobić, aby poprawić koniunkturę. Z łych powodów sądzimy, że przecena ropy doda do tempa wzrostu światowej gospodarki około 0,1 pkt proc. Ten efekt może zostać z nawiązką zniwelowany przez problemy specyficzne dla regionów i krajów: Rosji, strefy euro, Brazylii, Indonezji i wielu innych państw.

Rekordowo niskie stopy procentowe utrzymuje amerykańska Rezerwa Federalna, choć tamtejsza gospodarka - według prognoz - będzie się w tym roku rozwijała najszybciej od dekady...

Według naszych prognoz tempo wzrostu gospodarki USA w tym i przyszłym roku przewyższy jej potencjał. To stwarza ryzyko, że Fed spóźni się z zaostrzaniem polityki pieniężnej. Dziś tamtejsza gospodarka wydaje się stabilna. Ale normalizacja polityki pieniężnej także może rodzić problemy, jeśli nie w USA, gdzie dobra koniunktura nie jest jedynie skutkiem niskich stóp procentowych, to np. w krajach rozwijających się.

Jak to się stało, że kilka lat po kryzysie, w USA trwa spektakularne ożywienie gospodarcze, a strefa euro wciąż tkwi w stagnacji ?

Słabość strefy euro w ubiegłym roku była dla nas dużym zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się, że przynajmniej w Niemczech ożywienie się ugruntuje. Tak się nie stało. Koniunkturę w strefie euro studzi nieuprzątnięte wciąż dziedzictwo kryzysu, m.in. nadmierne zadłużenie części społeczeństw i duże bezrobocie.

Czy łagodzenie polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny jest w stanie odmienić losy strefy euro?

Łagodniejsza polityka pieniężna z pewnością strefie euro nie zaszkodzi, ale nie będzie panaceum. Spośród kilku teoretycznych mechanizmów, za pośrednictwem których polityka pieniężna przekłada się na tempo wzrostu, w Europie zadziałać może tylko jeden: kurs. Nawet jeśli deprecjacja euro nie będzie dla gospodarki strefy euro silnym bodźcem, pomoże przywrócić inflację do poziomu zakładanego przez EBC. W tym świetle jego ostatnie decyzje są uzasadnione.

Zjawiskiem, które widać w danych, jest spowolnienie w handlu międzynarodowym. W świetle statystyk wolumen handlu globalnego rośnie wolniej niż światowy PKB, przed kryzysem było odwrotnie. Czym to tłumaczyć?

Gdyby międzynarodowy handel rozwijał się w ostatnich latach w zgodzie z przedkryzysowym trendem, jego wolumen byłby dziś o około 20 proc. większy. To odchylenie od trendu ma dwie przyczyny. Słaba koniunktura na świecie skutkuje zmniejszonym popytem na import. Po drugie, dekady przed kryzysem były w pewnym sensie wyjątkowe. Był to okres bardzo intensywnej integracji gospodarczej na szczeblu regionalnym, nie tylko w Europie, ale też np. w Azji. Ta integracja skutkowała wydłużaniem się łańcuchów dostaw i w efekcie boomem w handlu międzynarodowym, który był napędem wzrostu PKB. Dziś łańcuchy dostaw się ustabilizowały, nie kurczą się, ale i nie wydłużają.

Bank Światowy prognozuje, że I polska gospodarka w tym roku powiększy się o nieco ponad 3 E proc, podobnie jak w ub.r. W ocenie części ekonomistów stabilizacja tempa wzrostu na takim poziomie niebezpiecznie ociera się o pułapkę średniego rozwoju. Nie mamy szans na szybszy rozwój?

Polska gospodarka radzi sobie dobrze, szczególnie w kontekście silnego powiązania z gospodarką Niemiec. Widzimy szansę na poprawę w średnim terminie. Dostrzegamy w Polsce wiele pozytywnych zjawisk, m.in. ożywienie w inwestycjach. To, że pod koniec ub.r. eksport netto przestał być motorem wzrostu, wpisuje się w scenariusz ożywienia popytu wewnętrznego. Ale nie spodziewamy się takiego boomu inwestycyjnego jak przed kryzysem, bo to była sytuacja nie do utrzymania na dłuższą metę. Teraz wzrost gospodarczy w Polsce staje się bardziej zrównoważony. W długim terminie Polskę czekają wyzwania, m.in. związane ze starzeniem się społeczeństwa i emigracją.

Pomimo przyzwoitego tempa wzrostu Polska zmaga się z deflacją. Jak na taki nietypowy splot okoliczności powinna reagować Rada Polityki Pieniężnej?

W przypadku Polski nie mówiłabym o deflacji, bo nie doświadczacie uogólnionego spadku cen. Tanieją głównie paliwo i żywność, a ceny usług i płace rosną. To w dużej mierze efekt czynników zewnętrznych, więc RPP nie powinna się tym zanadto niepokoić tak długo, jak długo nie spadają oczekiwania inflacyjne i jak długo ludzie nie odkładają zakupów w oczekiwaniu na niższe ceny. Ale obecnie inflacja bazowa (nieuwzględniająca zmiennych cen energii i żywności - red.) pozostaje wyraźnie dodatnia. Co więcej, zatrudnienie i wynagrodzenia rosną dynamicznie, a to nie są warunki, w których może się zakorzenić deflacja. 



Api
Api