OPINIA

Hans Timmer - Europa musi się otworzyć

5 lutego 2014


Hubert Koziel Rzeczpospolita

Styczniowe dane PMI z Europy Zachodniej okazały się bardzo dobre i wygląda na to, że ożywienie gospodarcze w strefie euro nabiera tempa. Jak może ono być silne?

Rzeczywiście mamy ożywienie w strefie euro. Przez pewien czas ono się zbliżało, teraz widać je wyraźnie w danych gospodarczych. To jak ono będzie silne stoi jednak obecnie pod dużym znakiem zapytania. Wiele będzie bowiem zależało od reform podejmowanych w Unii Europejskiej. W naszej opinii Europie wciąż grozi długi okres powolnego wzrostu po kryzysie. UE wyraźnie potrzebuje reform, również dotyczących jej relacji gospodarczych ze światem zewnętrznym.

Jakiego rodzaju to muszą być reformy?

W wielu krajach potrzebne są zmiany czyniące rynek pracy bardziej elastycznym. Potrzebujemy też dalszego ruchu w kierunku przebudowy instytucji europejskich. Już poczyniono kroki w dobrą stronę w przypadku unii bankowej, ale wciąż trzeba wiele zrobić jeśli chodzi o unię fiskalną. Myślę, że by Europa odniosła sukces, musi być też silniej zintegrowana z międzynarodowymi rynkami. To w ostatnich latach nieco zaniedbano skupiając się bardziej na problemach wewnętrznych.

Sądzi pan więc, że negocjacje w sprawie transatlantyckiej strefy wolnego handlu pomiędzy USA i UE, wesprą unijną gospodarkę...

Tak, myślę, że to będzie pomocne, ale nawet ważniejsza jest dalsze integracja handlowa z Azją. Tam przecież jest największa dynamika rozwojowa i tam trzeba poczynić dalsze postępy jeśli chodzi o negocjacje handlowe. To, że Chiny obecnie są wyłączone z procesu tworzenia dwóch wielkich stref wolnego handlu: transpacyficznej i transatlantyckiej jest bardzo złym znakiem.

Ale przecież niektórzy ekonomiści, np. noblista Paul Krugman, uważają, że Chiny dopuszczają się protekcjonizmu walutowego i szkodzą w ten sposób gospodarkom innych państw. Zmniejszanie barier handlowych między Europą a Chinami zaszkodziłoby więc Europie...

Mam wiele szacunku do Paula Krugmana, ale nie zgadzam się z takim scenariuszem. Już pięć lat temu nie było prawdą, że Chiny budują swoją potęgę gospodarczą głównie na manipulacji kursem swojej waluty. Gospodarka nie może przecież rosnąć przez 30 lat w tempie dochodzącym do 10 proc. rocznie tylko dzięki manipulacji kursem. Prawdziwym źródłem sukcesu Chin jest otwarcie ich gospodarki, zintegrowanie jej ze światowymi rynkami, nie tylko jeśli chodzi o eksport, ale również o import, zwiększenie wydajności we własnym kraju. Chińczycy skorzystali na tej polityce i skorzystał też świat. Obecnie nie można już mówić, że chińska waluta jest znacząco niedowartościowana. Chiny zmniejszyły w ostatnich latach nadwyżkę na swoim rachunku obrotów bieżących i starają się bardziej otworzyć swoje rynki kapitałowe na świat, co zaowocuje większym wypływem kapitału z Chin.

Chiński rząd stara się obecnie przetransformować gospodarkę w stronę modelu opartego w większym niż dotychczas stopniu na popycie wewnętrznym. Jak długo może potrwać proces takiej transformacji?

Dwa lata temu brałem udział w powstawaniu opracowania „Chiny 2030” przygotowanego przez Bank Światowy i chiński rząd. Zwróciła wówczas moją uwagę determinacja z którą chiński rząd stara się zreformować swoją gospodarkę. Uważa on bowiem, że potrzebuje nowego modelu rozwoju, zapewniającego sukces w przyszłości. Oni wiedzą, że muszą zmienić strukturę swojej gospodarki, że muszą szerzej otworzyć rynek kapitałowy, zreformować bądź sprzedać wiele przedsiębiorstw państwowych i przeprowadzić dużo innych reform. Chiny nie chcą utknąć w tzw. pułapce średniego dochodu. Proces transformacji będzie trudny, choćby dlatego, że  Chinach istnieje wiele grup interesów, które mogłyby go opóźnić, ale jestem optymistą. Sądzę, że Chinom się uda nie tylko zwiększyć popyt wewnętrzny i rozmiar sektora usług, ale też zmniejszą rolę państwa w gospodarce i staną się bardziej zintegrowane ze światowymi rynkami.

Czy Chiny w ciągu następnych 10 lat staną się największą gospodarką świata?

Jeżeli nie w ciągu 10 lat to w ciągu 15 lat. Nie ważne kiedy dokładnie to osiągną, ale to się w końcu stanie. Chiny są już największą potęgą handlową i największym inwestorem na świecie – trzy czwarte światowego wzrostu inwestycji to zasługa Chin.

Poważne zmiany czekają też Europę. Strefie euro nie tylko udało się uniknąć rozpadu, ale również się powiększyła. 1 stycznia 2014 r. przystąpiła do niej Łotwa a w przyszłym roku może do niej wejść Łotwa. Czy możemy się spodziewać w najbliższych latach kolejnych akcesji?

Obecnie Komisja Europejska jest dosyć ostrożna jeśli chodzi o szybką ekspansję strefy euro. Jest tak dlatego, że ma przecież do rozwiązania bardzo wiele problemów wewnątrz eurolandu. W długim terminie można się jednak spodziewać, że strefa euro będzie się rozszerzała i więcej krajów skorzysta ze wspólnej waluty.

Nie zanosi się na to, by Polska przystąpiła do strefy euro w nadchodzących latach. Czy uważa pan jednak, że powinna to zrobić w dalszej przyszłości?

Bezpośrednio po kryzysie akcesja może się wydawać mniej atrakcyjna niż kiedyś. Wszak osłabienie złotego pomogło polskiej gospodarce w czasie kryzysu. Myślę jednak, że w długim kryzysie przystąpienie Polski do strefy euro będzie dla niej korzystne. Pochodzę z Holandii, kraju jest mocno związany z niemiecką gospodarką. Przed powstaniem euro wielu ludzi rozważało u nas powiązanie kursu guldena z marką niemiecką. Przy tak dużych powiązaniach z gospodarką Niemiec posiadanie własnej waluty wydawało się im mało korzystne, w świetle kosztów ponoszonych przez biznes i ryzyka kursowego. Polska jest obecnie również mocno związana gospodarczo z Niemcami i z Europą Zachodnią.

Wielu ekonomistów twierdzi, że strefa euro nie jest obszarem optymalnej unii walutowej, gdyż różnice gospodarcze pomiędzy jej członkami takimi jak Niemcy czy Grecja są zbyt wielkie. Nie zgadza się pan z tymi opiniami?

Nie zgadzam się. Gdy przyglądamy się USA, to możemy zauważyć, że różnice gospodarcze pomiędzy poszczególnymi stanami są nawet jeszcze większe niż pomiędzy krajami strefy euro. Samo wskazywanie różnic nie jest więc argumentem mówiącym, że strefa euro nie jest obszarem optymalnej unii walutowej. Inną kwestią jest to, czy ta unia była wdrażana w optymalny sposób. By stworzyć unię walutową trzeba, by jej członkowie spełniali pewne wymagania. A one często nie były spełniane w przypadku strefy euro.

Wielu analityków twierdzi również, że euro jest obecnie zbyt silne, by pomóc ożywieniu w Europie.

Jest w tym nieco prawdy. Byłoby bardziej pomocnym dla ożywienia, gdyby euro było nieco słabsze. Z drugiej strony jednak silne euro pomogło to, że silne euro szybko stało się ważną międzynarodową walutą rezerwową, szeroko używaną w transakcjach finansowych. W wyniku tego koszty rynkowego finansowania dla państw eurolandu spadły. Jednym z celów powołania euro, było właśnie stworzenie ważnej waluty rezerwowej. W ciągu następnej dekady będą próbowali to zrobić Chińczycy z juanem.

 


Api
Api