OPINIA

Nie tnijmy pomocy dla biednych krajów

24 wrzesnia 2015


Marcelo M. Giugale Rzeczpospolita

Przedłużające się problemy gospodarcze Europy przyciągają uwagę całego świata, a w Polsce są przedmiotem gorących debat. Czy Europejski Bank Centralny może wydrukować tyle pieniędzy, żeby gospodarka kontynentu ruszyła z kopyta? Czy lepszym wyjściem będzie potężna fala inwestycji publicznych finansowanych nowym długiem? Jak można pomóc Grecji? Co dla strefy euro oznacza gwałtowny wzrost wartości franka szwajcarskiego? Czy kłopoty finansowe Rosji rozleją się na jej sąsiadów?

Odpowiedzi na te pytania będą miały istotne znaczenie dla wielu bogatych krajów świata – takich jak Francja, Niemcy, a teraz także Polska. Nie wolno jednak zapominać, że wpłyną one również na kraje z grupy najuboższych.

400 mln w skrajnym ubóstwie

Spójrzmy na 34 gospodarki obecnie określane w terminologii Banku Światowego jako tzw. kraje o niskich dochodach. Mieszka w nich 850 mln ludzi, którzy razem generują produkt krajowy brutto niższy niż PKB Szwajcarii (Uczącej 8 mln mieszkańców).

Połowa z tych 850 mln żyje w skrajnym ubóstwie, mając do dyspozycji mniej niż 1,25 dolara dziennie - co stanowi odpowiednik 4,5 zł. To, co się z nimi dzieje, być może nie ma dla Europy ekonomicznego znaczenia, lecz wydarzenia, do których dochodzi w Europie, zdecydowanie wpływają na ich los.

Rozwój wydarzeń na Staiym Kontynencie wywiera wpływ na kraje o niskich dochodach za pośrednictwem czterech pasów transmisyjnych, jakimi są: handel, przelewy pieniężne, pomoc, finanse.

Do Europy trafia jedna trzecia eksportu Bangladeszu i Mozambiku oraz połowa eksportu Madagaskaru. Średnio kraj o niskich dochodach sprzedaje do Europy niemal tyle samo co do Chin - swojego największego klienta. A przecież chińska gospodarka też dostaje zadyszki po istnym karnawale rozwoju infrastruktuiy, który pozostawił po sobie kaca w postaci 3 bln dolarów długu zaciągniętego przez władze lokalne.

Warto, żeby wzięli to sobie do serca decydenci z Brukseli poszukujący sposobów na pobudzenie wzrostu gospodarczego.

Imigracja To się opłaca

Każdego roku obywatele najmniejszych krajów o niskich dochodach migrują do Europy w poszukiwaniu pracy, a zarobione pieniądze wysyłają do domu. Kwoty, o których mowa, nie zrobią zapewne wrażenia w Londynie, Paryżu czy Warszawie, lecz z perspektywy Gambii albo Togo mają duże znaczenie: stanowią ok. 3 proc. PKB tych krajów, czyli mniej więcej równowartość ich wydatków na służbę zdrowia. Wyniki badań pokazują, że przekazy pieniężne są zaskakująco odporne na kaprysy gospodarcze kraju gospodarza: migranci prędzej sami zacisną pasa, niż obniżą kwoty wysyłane do rodzin w ojczyźnie. Mamy jednak za sobą sześć lat stagnacji i tylko patrzeć, jak strumień przekazów pieniężnych płynący z Europy do krajów o niskich dochodach zacznie wysychać.

Wiele opracowań, nie negując oczywiście istniejących wyzwań, wskazuje na korzyści ekonomiczne i społeczne, jakie dobrze zorganizowana migracja może przynieść krajowi przyjmującemu. Fakt ten nabiera szczególnego znaczenia w obliczu szybkiego starzenia się społeczeństwa w Polsce i innych państwach UE.

Nie możemy dopuścić do uwiądu pomocy zagranicznej. Po wybuchu światowego kryzysu finansowego w latach 2008-2009 kraje członkowskie Unii Europejskiej nie dokonały rzeczywiście radykalnych cięć w budżetach pomocowych (licząc w proporcji do PKB), nawet wtedy, gdy recesja zmusiła je do ograniczenia usług publicznych dla własnych obywateli. Należą im się za to słowa uznania. Jednak problem polega na tym, że wraz ze spadkiem PKB kurczy się wartość ofiarowanej pomocy.

Ten proces może uderzyć w kraje takie jak np. Liberia. Ponad połowę wszystkich wydatków publicznych opłaca ona z europejskich funduszy pomocowych.

Zaraźliwe kłopoty europejskiej waluty

I wreszcie ostatni punkt -finanse. W miarę jak euro traci na wartości, wiele krajów o niskich dochodach musi zmodyfikować swoje strategie kredytowe. Jako przykład można podać 14 krajów Afryki Zachodniej i Środkowej, których wspólna waluta - znana jako frank CFA - jest powiązana z euro. Wraz z deprecjacją waluty poprawia się w tych krajach konkurencyjność eksportu, lecz jednocześnie rosną koszty obsługi zadłużenia, denomino-wanego niemal wyłącznie w dolarach amerykańskich.

Na szczęście w ciągu ostatnich kilkunastu lat darowano długi wielu krajom o niskich dochodach - takie decyzje podjęły między innymi rządy krajów europejskich. Mimo to typowy kraj o niskich dochodach jest dzisiaj obarczony zadłużeniem zewnętrznym, którego rozmiary sięgają jednej czwartej PKB. To niemały ciężar w sytuacji, gdy brakuje żywności, szkół i szczepień ochronnych dla dzieci. Choć dane dotyczące finansowania ze strony sektora prywatnego są dość ogólnikowe, wiadomo, że cztery na dziesięć nowych projektów inwestycyjnych w Afryce są realizowane przez firmy europejskie, a wskażnik ten nie zmienił się znacząco w ciagu ostatnich pięciu lat. Pozostaje mieć nadzieję, że inwestorom uda się zachować zimną krew.

Państwa o niskich dochodach mocno odczuwają skutki zawirowań w Europie alizowane przez firmy europejskie, a wskaźnik ten nie zmienił się znacząco w ciągu ostatnich pięciu lat. Pozostaje mieć nadzieję, że inwestorom uda się zachować zimną krew.

Podsumowując, kraje o niskich dochodach mocno odczuwają skutki zawirowań na Starym Kontynencie, choć na razie konsekwencje europejskich wydarzeń pozostają pod kontrolą - przy założeniu, że Unia Europejska nadal będzie funkcjonować jako wspólny rynek mający jedną walutę.

Alternatywny rozwój wydarzeń, w którym jedno lub kilka państw członkowskich UE nie spłaca zaciągniętych zobowiązań, wprowadzane są zakazy transferu środków pieniężnych za granicę i kontrola importu, a w społeczeństwie narasta ksenofobia, byłby roz-sadnikiem niepewności i nieszczęść wykraczających daleko poza granice UE. Dlatego najuboższym krajom świata podobnie jak Polsce zależy na tym, żeby Europa była zjednoczona, silna i dostatnia.

W 2009 r. Polska dołączyła do elitarnego klubu „krajów o wysokich dochodach" i teraz z powodzeniem wykuwa sobie coraz mocniejszą pozycję w Europie. Staje się też coraz bardziej widoczna na globalnej arenie i intensyfikuje swoje zaangażowanie w pomoc międzynarodową.

To dobra wiadomość dla ubogich na całym świecie. Nie tylko dlatego, że będą mogli liczyć na dodatkowe fundusze, ale przede wszystkim dlatego, że Polska może się teraz dzielić z innymi swoim doświadczeniem w pokonywaniu kolejnych szczebli rozwoju gospodarczego. 

---

Autor Jest dyrektorem generalnym ds. makroekonomii i finansów publicznych w Banku Światowym.


Api
Api